Roman Kopiński podczas treningu bokserskiego
Roman Kopiński podczas treningu bokserskiego | foto. Archiwum rodzinne

Pięściarz Unii, którego do Oświęcimia przywiódł ring

Czas czytania: ok. 3 min

Uniesiona ręka, sędzia ogłaszający zwycięzcę, tłum widzów w tle. To kadr z czasów, gdy boks był w Oświęcimiu wielką sprawą. Mężczyzna, któremu sędzia wznosi rękę w geście triumfu, to Roman Kopiński — pięściarz Unii, którego rodzina zechciała nam przypomnieć.

Roman Kopiński urodził się 24 lipca 1943 roku. Zanim trafił do Oświęcimia, boksował w Wieliczce — i to na tyle dobrze, że dostał propozycję walki w barwach Unii, w czasach gdy tamtejsza sekcja bokserska należała do najmocniejszych w regionie. Tak zaczęła się jego oświęcimska historia.

Sport, który przywiódł go nad Sołę

To dobry przykład na to, jak rósł powojenny Oświęcim. Za sportem przyszła praca — Roman Kopiński zatrudnił się w Zakładach Chemicznych, a wraz z etatem dostał mieszkanie, najpierw przy ul. Mendelejewa, później przy Garbarskiej. Ring przyprowadził go do miasta, a Zakłady sprawiły, że został tu na stałe. Podobną drogę do Oświęcimia odbyły wtedy tysiące ludzi z całej Polski.

Walczył w niższych kategoriach wagowych — muszej lub koguciej. To wagi, w których liczy się nie siła, lecz szybkość, technika i spryt. Zmarł 15 grudnia 2005 roku.

Roman Kopiński na ringu, sędzia wznosi mu rękę w geście zwycięstwa — bokser Unii Oświęcim, lata 60. XX wieku

Roman Kopiński na ringu, sędzia wznosi mu rękę w geście zwycięstwa — bokser Unii Oświęcim, lata 60. XX wieku | foto. Archiwum rodzinne | Dawid Kupiec

Złota era oświęcimskiego boksu

Postać Romana Kopińskiego nie jest tylko rodzinnym wspomnieniem — jego nazwisko figuruje w spisanej historii bokserskiej Unii. Walczył w drużynie prowadzonej przez trenerów Władysława Wnęka i Jana Drewicza, u boku takich zawodników jak bracia Smrekowie, Jacek i Józef Czyszczoniowie czy Franciszek Śleziak.

Były to lata świetności. Boks cieszył się wtedy ogromną popularnością, a kibice tłumnie schodzili się do hali „Tysięcznej”, by oglądać walki. W 1959 roku Unia walczyła nawet o awans do pierwszej ligi. Później w klubie postawiono na hokej i bokserska sekcja z wolna zaczęła gasnąć — a wraz z nią cała epoka, której Roman Kopiński był częścią.

Za możliwość opowiedzenia tej historii i udostępnienie zdjęcia dziękujemy panu Dawidowi Kupcowi, wnukowi Romana Kopińskiego. To dzięki takim rodzinnym pamiątkom ocala się kawałek miasta, którego nie ma już w żadnej książce.

Źródła: relacja rodzinna (Dawid Kupiec), Dziennik Polski

KATEGORIE
TAGI
Podziel się tym