Śmietniki przy ulicy Klasztornej w Oświęcimiu, przy których mieszkańcy zauważyli szczury i gołębie
Śmietniki przy ulicy Klasztornej w Oświęcimiu, przy których mieszkańcy zauważyli szczury i gołębie | foto: Czytelnik

Śmieci, szczury i gołębie na Klasztornej. Ktoś dba o nie lepiej niż o sąsiadów

Czas czytania: ok. 2 minuty

Pierwszego maja, kiedy większość oświęcimian żyła wolnym długiego weekendu, pani Ela wyszła wyrzucić śmieci. Przy śmietnikach  przy ulicy Klasztornej zobaczyła coś, czego nie zapomni szybko: szczury i gołębie jedzące razem, łeb w łeb, z porcji świeżo nasypanych odpadków. Sielanka — gdyby nie to, że to centrum miasta i mieszkają tu ludzie.

— Mam gołębie na strychu, w kratce wentylacyjnej, na samochodzie, na całej kamienicy. A teraz jeszcze szczury pod nosem — mówiła nam pani Ela, nie kryjąc irytacji. — Przenoszą choroby. Nie chcę, żeby ganiały koło mojego domu.

Codziennie, mniej więcej o tej samej porze

W kolejnych dniach ptaki i gryzonie znowu ucztowały. Pani Ela postanowiła działać —  udała się do urzędu miasta – i poinformowała, że karmienie przy śmietnikach odbywa się regularnie, niemal codziennie.

Dzisiaj, tj. 22 maja, wracając z bankomatu, zauważyła, że przed ósmą przy śmietnikach nie było nic. Pół godziny później — już było nasypane. I nie przy samych pojemnikach, lecz kawałek dalej, przy ścianie sąsiedniej kamienicy. Zrobiła zdjęcie. Na ścianie budynku widać wyraźne ślady zniszczonego ocieplenia — w kilkunastu miejscach na różnej wysokości.

Kto ma mandat, a kto nie

Pani Ela zwróciła uwagę na pewną nierównowagę. – Jak wyrzucę kawałek chleba na chodnik, straż miejska wystawi mi mandat za zaśmiecanie. – stwierdza –  A ktoś sypie regularnie żarcie przy ścianie kamienicy i nikt nic? — pyta.

Karmienie gołębi i dzikich ptaków w miejscach publicznych jest w wielu gminach objęte regulaminem utrzymania czystości i porządku, który może przewidywać za to sankcje. Czy przepisy obowiązujące w Oświęcimiu zawierają taki zakaz — warto sprawdzić w urzędzie lub u straży miejskiej.

Problem, który sam nie zniknie

Pani Ela podchodzi do tematu bez histerii, choć z wyraźną troską. Przyznaje, że szczury jako takie nie robią na niej wrażenia — kiedyś sama miała oswojone zwierzę.

Może to ten uciekł z domu — wymsknął mi się żart. Poważniej jednak dodaję, że dzikie szczury to co innego: roznosiciele zarazków, potencjalne zagrożenie.

— Trzeba pamiętać,  jeżeli czują się zagrożone — mówi — mogą ugryźć. Jak żrą i ja idę ze śmieciami, to nie wiem, co zrobią. I nie zamierzam sprawdzać.

Na razie pani Ela czeka. Urząd przyjął zgłoszenie. Czy ktoś zareaguje — zobaczymy.

KATEGORIE
TAGI
Podziel się tym