
Znowu?
Chyba nie ma miesiąca – niekiedy tygodnia – żebym nie dowiedział się o kolejnym pijaku za kierownicą. Często z cofniętymi uprawnieniami. Często z wyrokiem sądowym w kieszeni. I za każdym razem łapię się na tej samej myśli: naprawdę znowu?
Nie powinienem się dziwić. A jednak się dziwię.
Żyjemy w czasach, kiedy informacja rozchodzi się z prędkością światła. Każdy tragiczny wypadek, każda ofiara, każda zrozpaczona rodzina – to wszystko trafia do naszych telefonów, zanim jeszcze służby zdążą zabezpieczyć miejsce zdarzenia. Trudno sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek z nas nie natknął się choćby raz na taki materiał. Żeby nie zatrzymał się na chwilę. Żeby nie pomyślał – to mogło spotkać mnie albo kogoś bliskiego.
A jednak – jak widać – nie każdy wyciąga wnioski.
W połowie kwietnia polska opinia publiczna znowu musiała zmierzyć się z wiadomością, której nikt nie chce czytać. Na trasie S7 w kierunku Warszawy pijany 33-latek – z dwoma sądowymi zakazami prowadzenia na koncie – wsiadł za kierownicę i postanowił, że przepisy jego nie dotyczą. Jechał brawurowo, wyprzedzając kolejne pojazdy, aż stracił panowanie nad autem. Skutki były tragiczne. Zginęły trzy osoby – 19-latka, 15-latek i 20-letni kierowca, który mimo walki lekarzy nie przeżył. Troje młodych ludzi, którzy rano wyszli z domu i już nie wrócili. Przez jednego człowieka, któremu dwa sądowe zakazy najwyraźniej nie powiedziały nic.
Zastanawiam się, co musi dziać się w takiej głowie. Jaki mechanizm sprawia, że ktoś siada za kierownicę, wiedząc doskonale, czym to grozi – sobie i innym. Czy to brak wyobraźni? Zaburzony osąd? Zwykła brawura? A może poczucie, że tym razem jakoś się uda?
Mija weekend i jedna z pierwszych informacji prasowych z oświęcimskiej komendy policji dotyczy pijanego kierowcy zatrzymanego w Przeciszowie. 0,7 promila. Dwa sądowe zakazy prowadzenia. 32 lata. Człowiek, który miał już nie raz okazję się zastanowić – i nie skorzystał. Tym razem skończyło się na zatrzymaniu. Błyskawiczny tryb przyspieszony, cztery miesiące bezwzględnego więzienia, dziesięć tysięcy złotych grzywny i dożywotni zakaz prowadzenia. Z sali sądowej prosto za kratki.
Sprawiedliwie? Pewnie tak. Wystarczająco? Nie wiem. Bo za tydzień pewnie znowu przeczytam o kolejnym.
I znowu się zdziwię.
Artur Grzegorzek
