Mural upamiętniający Henryka Lehnerta przy ul. Chrobrego w Oświęcimiu autorstwa Jakuba Szymeczki i Damiana Cybula
Jakub Szymeczko i Damian Cybul autorzy muralu upamiętniającego Henryka Lehnerta przy ul. Chrobrego w Oświęcimiu | foto: Redakcja

„Ściana nie pyta o przerwę na papierosa” – kulisy muralu z Henrykiem Lehnertem w Oświęcimiu

Czas czytania: około 6 minut

Stanęli przed pustą ścianą bloku przy ul. Chrobrego i pierwsza myśl była prosta: kawał ściany. Półtora miesiąca później patrzyła z niej postać, którą zna w Oświęcimiu niejeden – filmowiec Henryk Lehnert z kamerą przy oku. Za muralem stoją Jakub Szymeczko i Damian Cybul, na co dzień tatuażyści, którzy wielki format opanowali po swojemu. Usiedliśmy z nimi, żeby opowiedzieli, jak powstaje takie dzieło – od zdjęcia bloku po ostatnie pociągnięcie pędzla.

Tam, gdzie tatuaż spotyka malarstwo

Rozmawiamy w ich własnej przestrzeni – studiu Księgarnia Tattoo & Skate przy ul. Józefa Nojego 1g w Oświęcimiu. Na ścianach wiszą ich obrazy, więc trudno o lepsze tło do rozmowy o sztuce, która z jednej strony powstaje na skórze, a z drugiej – na ścianie trzypiętrowego bloku. To miejsce, w którym tatuaż i malarstwo po prostu się przenikają, dobrze tłumaczy, skąd u dwóch tatuażystów takie wyczucie wielkiego formatu.

 Twórcy muralu Jakub Szymeczko i Damian Cybul we wnętrzu studia Tattoo & Skate w Oświęcimiu

Warsztat pracy – stąd biorą się obrazy wiszące na ścianach studia. | foto: Redakcja

Od „kawału ściany” do projektu

Czasami znamy kogoś powierzchownie, a jak zaczynamy zgłębiać wiedzę, oglądać te filmy, to stawiamy tę postać w zupełnie innym świetle. Jakub Szymeczko

Doświadczenie już mieli – wcześniej malowali murale mniejsze i większe, w tym jeden o podobnym gabarycie na zbiorniku oczyszczalni w Libiążu. Ale tamten był niski i szeroki, a tu wyzwaniem okazała się wysokość i zderzenie z wysokim rusztowaniem. Sam projekt nie wziął się z konkursu, lecz z rozmowy – gdy w mieście zaczęło się mówić o Roku Henryka Lehnerta, chłopaki podeszli, pogadali i, jak to ujmują, „układy nerwowe się scaliły”.

Jakub, rocznik 1988, postać Lehnerta jeszcze kojarzył z własnego dzieciństwa. Ale dopiero praca nad muralem kazała mu sięgnąć głębiej.

Uhonorowanie „artysty kamery”, człowieka, który uwieczniał ulotne chwile, obaj traktowali jako zaszczyt. Kadr wybrali sami – ten najbardziej rozpoznawalny, będący wizytówką Lehnerta.

Damian Cybul podczas pracy nad tatuażem w studiu w Oświęcimiu

Na co dzień tatuaż, od święta wielki format. | foto: Redakcja

Zdjęcie bloku, projektor i sześćdziesiąt litrów farby

Wbrew pozorom praca nie zaczęła się od czystej kartki, lecz od fotografii. Jakub zrobił zdjęcie bloku „na wprost”, wczytał je do programu graficznego i dopiero na nim układał kompozycję – tak, by postać nie wpadła przypadkiem na okno.

– To lifehack dla każdego, kto coś projektuje pod konkretny obiekt: zrób zdjęcie na wprost, wtedy wiesz, jak wykorzystać architekturę – tłumaczy. Okna przesunięte w prawo sprawiły, że postać trafiła na lewą stronę, a resztę ściany wypełniła klisza filmowa ze znakiem nieskończoności, podkreślonym bielą.

Spokojnie 10, 15, a w dobrych warunkach i 20 lat ta praca nie powinna się zmieniać. Damian Cybul

Potem był projektor (i „walka z projektorem”, bo szkicować trzeba po ciemku), obrys, rusztowanie i właściwa praca. Farby? Silikonowe, fasadowe, do warunków ekstremalnych – pełniące też funkcję powłoki ochronnej. Zeszło ich, jak szacują, mniej niż sto litrów: około 25–30 na podkład i drugie tyle na samo malowanie. A trwałość?

Przeciek, który stał się zagiętą kartką

Najlepsze historie dzieją się przypadkiem. Podczas mycia elewacji w prawym górnym narożniku wyszedł na jaw przeciek – woda podciekała pod tynk. Koledzy od rusztowania usterkę załatali, a artyści odczekali kilka dni, by sprawdzić, czy wilgoć nie wróci. Nie wróciła.

Zamiast zostawić w tym miejscu pustą przestrzeń, domalowali tam motyw oderwanej, przekładanej kartki – jakby ktoś zaginał róg zdjęcia. Drobny dodatek, który sprawił, że na obrazie „więcej się dzieje”. To właśnie z takich decyzji rodzi się charakter muralu.

Mular Jakuba Szymeczko i Damiana Cybula

Mural Jakuba Szymeczko i Damiana Cybul w trakcie końcowych prac. | foto: Redakcja

Rozmowa kluczem do sukcesu

Obaj powtarzają to jak refren: ich praca to nie tylko farba, ale przede wszystkim ludzie. Przy każdym muralu rozmawiają z sąsiadami, przechodniami, mieszkańcami – i nie inaczej było tu.

Zdarzyła się przy tym scena niemal anegdotyczna. Jedna z pań zaczęła od zarzutu, że to dewastacja elewacji, za którą ludzie płacą. Wystarczyły trzy minuty i sprostowanie – że chłopaki właśnie naprawiają ścianę i tworzą obraz – by zmieniła zdanie o sto osiemdziesiąt stopni.

– Każdy ma swój rozum i czasem coś interpretuje źle, a nie rozmawiając, utwierdza się w przekonaniu, że ma rację – komentuje to Jakub. Do pracy zaglądała też rodzina Henryka Lehnerta – nie codziennie, ale regularnie, rozmawiając nie tylko o postępach, lecz i o zwykłych, codziennych sprawach.

Skóra kontra tynk

Ściana nie pyta się, za ile kończymy. Nie pyta, czy zrobimy przerwę na papierosa, ani czemu ten biały kolor tak boli. Jakub Szymeczko

Tatuaż i mural to pozornie dwa światy. Co je łączy, a co różni? Odpowiedź padła z humorem, ale celnie.

Łączy je wyrażanie siebie i to, co jedni nazwą sztuką, a inni usługą dla drugiego człowieka. Różni format, sprzęt i materia – skóra żyje biologicznie, ściana jest nieruchoma. Na muralu błąd da się zamaskować i podmalować, bo „nic się nie musi goić, tylko schnąć”. W tatuażu margines błędu jest – ale, jak mówią, „sapera”.

Mural upamiętniający Henryka Lehnerta przy ul. Chrobrego w Oświęcimiu autorstwa Jakuba Szymeczki i Damiana Cybula

W studiu, gdzie tatuaż spotyka malarstwo. | foto: Redakcja

„Oświęcim niczym nie różni się od Wrocławia”

Co chcieliby, żeby pomyślał ktoś, kto będzie mijał ten mural przez kolejne lata? Żeby się zatrzymał, poznał postać, prześledził jej historię. Żeby zobaczył, że street art potrafi być piękny, że to nie strata pieniędzy, lecz działanie, które potrafi i uczyć, i chronić ściany przed dewastacją. Dla szkół, przedszkoli czy studentów taki mural może być przystankiem edukacyjnym – okazją, by „trochę tej historii łyknąć”.

Oświęcim niczym nie różni się od Wrocławia, Krakowa czy Poznania – jedyne, co nas różni, to brak szyn na ulicach. Damian Cybul

Obaj są oświęcimianami i miasta nie zamieniliby na inne. Apetyt im rośnie – mają w planach kolejne prace, marzy im się większy format, najlepiej coś typowo oświęcimskiego, co pokaże miasto od mniej oczywistej strony.

Mamy zabytki, mieszkańców, bloki i domy, miejsca pracy i sklepy – wylicza. Tramwajów brak, owszem. Ale ładne miasto? Bez wahania: tak. I dodaje, że to nie tylko jego zdanie, lecz wielu ludzi, którzy tu bywają. Mural przy Chrobrego jest tego dowodem – kawał ściany, który stał się kawałkiem miejskiej tożsamości.

Mural upamiętniający Henryka Lehnerta przy ul. Chrobrego w Oświęcimiu autorstwa Jakuba Szymeczki i Damiana Cybula

Jakub Szymeczko (z lewej) i Damian Cybul przed swoim studiem przy ul. Józefa Nojego w Oświęcimiu. | foto: Redakcja

KATEGORIE
TAGI
Podziel się tym