Rowerzysta z Oświęcimia podczas wyścigu Unbound Gravel 200 w Kansas w USA
Adam podczas wyścigu Unbound Gravel 200 w Kansas w USA | Meta | foto własne

Oświęcimianin ukończył Unbound Gravel 200 – jeden z najtrudniejszych wyścigów rowerowych świata

Czas czytania: około 3 minut

332 kilometry po szutrach, błocie i w upale, przerywane burzą nad bezkresną prerią Kansas. Adam, rowerzysta z Oświęcimia, ukończył Unbound Gravel 200 – wyścig nazywany nieoficjalnymi mistrzostwami świata gravelu. Przejechał go w 13 godzin, 49 minut i 24 sekundy, plasując się w pierwszej połowie stawki ponad 1200 zawodników z całego świata.

Czym właściwie jest Unbound?

Dla niewtajemniczonych krótkie wyjaśnienie. Gravel to kolarstwo szutrowe – jazda po drogach gruntowych, gdzieś pomiędzy szosą a kolarstwem górskim. A Unbound to jego absolutny monument.

Wyścig odbywa się co roku w maleńkim miasteczku Emporia w stanie Kansas, pośrodku amerykańskiej prerii. Pierwsza edycja w 2006 roku liczyła zaledwie 34 uczestników, a dziś impreza ściąga blisko 5 tysięcy kolarzy rocznie – od amatorów po zawodowców rangi World Tour. Chętnych jest tylu, że miejsce na starcie głównego dystansu trzeba wylosować w loterii. Emporia dorobiła się nawet przydomka „Gravel City, USA”.

Trasa wiedzie przez Flint Hills – krajobraz, którego w Europie nie uświadczymy: niekończące się wzgórza, pastwiska, pola naftowe z pracującymi pompami i szutrowe drogi ciągnące się po horyzont.

Adam podczas wyścigu Unbound Gravel 200 w Kansas w USA

Adam podczas wyścigu Unbound Gravel 200 w Kansas w USA | Dzien przed startem | foto własne

Wyścig, w którym wygrywa nie najmocniejszy

Adam trafił na edycję wyjątkową – jubileuszową, łączącą najsłynniejsze fragmenty tras z dwóch dekad historii wyścigu. Jak sam pisze, w Unbound rzadko wygrywa najmocniejszy. Wygrywa ten, „którego rower po prostu jedzie dalej”.

Bo największym wrogiem nie jest tu dystans, lecz błoto. Słynne kansaskie błoto potrafi w kilka minut oblepić rower tak, że przestają obracać się koła. Nie bez powodu zawodnicy wożą ze sobą nietypowy sprzęt – Adam zabrał między innymi zwykły drewniany patyk do mieszania farby, który w świecie Unbound ma status niemal obowiązkowego narzędzia do zeskrobywania gliny z ramy.

Adam podczas wyścigu Unbound Gravel 200 w Kansas w USA

Adam podczas wyścigu Unbound Gravel 200 w Kansas w USA | foto własne

Burza, kryzys i „tryb przetrwania”

Wyścig rozegrał się dokładnie tak, jak straszą weterani. Najpierw błoto, potem upał sięgający 30 stopni, a w środku trasy gwałtowna burza, która zamieniła szutrowe drogi w płynące rzeki. Tegoroczne zmagania zdominowały ekstremalne warunki – ulewne deszcze, silny wiatr i wszechobecne błoto.

Około 175. kilometra przyszedł kryzys – nie awaria, nie kraksa, lecz moment, gdy „rower działał idealnie, a organizm odmówił współpracy”. Adam przeszedł wtedy w tryb przetrwania: przestał myśleć o wyniku, a trasę zaczął dzielić na małe odcinki – kolejny zakręt, następne wzniesienie, łyk wody. Po drodze minął nawet Karolinę Migoń, ubiegłoroczną zwyciężczynię, która tym razem wyścigu nie ukończyła. Najlepszy dowód, jak cienka granica dzieli tu sukces od rozczarowania.

Adam podczas wyścigu Unbound Gravel 200 w Kansas w USA

Adam podczas wyścigu Unbound Gravel 200 w Kansas w USA | foto własne

Meta i satysfakcja

Po blisko czternastu godzinach Adam przekroczył linię mety. Oficjalny wynik – 356. miejsce w klasyfikacji generalnej na 1252 sklasyfikowanych zawodników – okazał się lepszy, niż zakładał przed startem. Ale, jak sam przyznaje, po takim dniu liczby schodzą na drugi plan. Najlepiej pamięta się błoto na ramie, burzę nad Flint Hills i brata, który czekał na punktach wsparcia.

To historia, która dobrze pokazuje, że pasja potrafi zawieźć oświęcimianina na drugi koniec świata – i kazać mu przejechać 332 kilometrów przez jedno z najbardziej wymagających środowisk, jakie zna kolarstwo. Adam już wie, że chciałby tam wrócić.

Źródło: relacja własna zawodnika

KATEGORIE
TAGI
Podziel się tym