
Obwodnica Oświęcimia pod torami – trwa przeciskanie 5,5 tys. ton betonu przy Birkenau
Wepchnąć pod czynną linię kolejową betonowy kloc ważący tyle, co kilkaset ciężarówek – i to dokładnie tam, gdzie żadnego błędu popełnić nie wolno. Na budowie obwodnicy Oświęcimia w ciągu DK44 trwa jedna z najtrudniejszych operacji całej inwestycji. Połowa drogi za wykonawcą, do końca zostało jeszcze około 10 metrów.
Dlaczego droga idzie pod torami, a nie nad nimi?
Powstająca obwodnica przecina linię kolejową Oświęcim – Czechowice-Dziedzice w bezpośrednim sąsiedztwie terenu byłego niemieckiego, nazistowskiego obozu KL Birkenau. I to właśnie ta bliskość zdecydowała o całej, skomplikowanej technologii.
Ze względu na konieczność zachowania otoczenia obozu w stanie jak najbardziej zbliżonym do tego z 1945 roku, droga nie mogła przebiegać wiaduktem nad torami. Estakada górująca nad krajobrazem Birkenau była nie do pomyślenia. Rozwiązaniem stało się przeprowadzenie trasy pod ziemią – w specjalnym betonowym segmencie wciskanym pod nasyp kolejowy.
Betonowy kloc wielkości kamienicy
Skala tego przedsięwzięcia robi wrażenie. Przeciskany prostopadłościan ma wymiary 22,7 na 38,7 na 8,5 metra i waży około 5,5 tys. ton. Wewnątrz zmieści się docelowo aż sześć pasów ruchu – cztery dla samej obwodnicy i dwa dla ulicy Ostatni Etap.
Cała sztuka polega na tym, by wepchnąć tę konstrukcję pod tory, nie zakłócając ich stabilności. Segment, zagłębiając się coraz głębiej, jednocześnie coraz mocniej napiera na nasyp kolejowy. Żeby ten nie zaczął się przesuwać, po drugiej stronie torów wykonawca zbudował specjalną przyporę – to ona stabilizuje nasyp i utrzymuje go w miejscu.
Co dalej?
Operacja przepychania trwa. Do pokonania pozostało jeszcze około 10 metrów – druga połowa drogi, którą betonowy gigant musi przebyć milimetr po milimetrze. Gdy segment znajdzie się na swoim miejscu, jedna z najtrudniejszych technicznie części budowy obwodnicy Oświęcimia będzie miała szczęśliwy finał.
Źródło: Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad
